Raz, dwa, trzy, startujemy!

Dziś przeżyłem niemałą traumę, gdy zobaczyłem swój finisz z sobotniego biegu…Ja się już chyba nigdy nie nauczę ładnie biegać :) Jak jestem bardzo zmęczony, to już w ogóle nie jestem w stanie kontrolować techniki, prę tylko do przodu stosując bliżej nieokreślony sposób przemieszczania się…Mogę tylko podziękować mojemu wuefiście z podstawówki, któremu nie chciało się korygować błędów w technice biegu. Wiadomo, czym skorupka za młodu nasiąknie…Niestety w pewnym wieku jest już trudno skorygować niektóre rzeczy. Wieloskoki mogłyby trochę pomóc, ale niestety ze względu na achillesy boję się je stosować, zostaje mi chyba tylko bieganie tyłem – podobno skuteczne :)
Dziś stwierdziłem, że trzeba trochę podnieść stawkę październikowego biegu, dlatego podjąłem decyzję – jak nie uda mi się złamać 3h w maratonie, to spróbuję „morsowania”, a jeżeli się uda, to wypiję ze dwa, trzy piwa :) Co prawda od prawie trzech lat jestem abstynentem ze względu na treningi (wyłączając jedną „dyspensę” w lipcu tego roku), ale jak uda się osiągnąć zamierzony cel to będzie co świętować – oczywiście z umiarem :)
Dzisiejszy trening to pomoc koleżance w sprawdzianie na 3 kilometry. W sumie zrobiłem około 14 kilometrów w spokojnym tempie, w okolicach 5:00/km. Nie czuję już praktycznie w ogóle sobotnich zawodów, pora więc brać się do ostrzejszej pracy :) W domu zrobiłem standardowy zestaw ćwiczeń: 8 min ABS, gimnastyka siłowa, 7 min ABS plus hantle i pompki.
Aha, jeszcze jedno. Często ludzie mówią o „zakwasach”. Coś takiego w zasadzie nie istnieje! Kwas mlekowy powstaje oczywiście w organizmie, zwłaszcza jeżeli poddajemy go bardzo wysokim obciążeniom, ale z drugiej strony jest on bardzo szybko, w ciągu godziny, metabolizowany (rozkładany) w wątrobie. Jego stężenie w mięśniach następnego dnia po wysiłku jest praktycznie zerowe. To co nas boli, to mikrouszkodzenia, związane z przeciążeniami mięśni i zbyt dużą intensywnością ćwiczeń. Wokół nich tworzą się stany zapalne, które także odczuwamy. Wszystkie te zmiany samoistnie ustępują po kilku dniach. Ot taka ciekawostka z dziedziny fizjologii, wszak lepiej przecież nie korzystać z pojęć, które nie mają związku z rzeczywistością :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.