Jesień idzie…

Wczoraj nie napisałem o jednej kwestii, bo nie wiedziałem jak sytuacja będzie przedstawiała się dziś. Na roztruchtaniu do domu źle stanąłem na korzeniu i bałem się, że coś mogło mi przeskoczyć. Na treningu często się takich rzeczy „nie czuje” – endorfiny uśmierzają ból, a poza tym obrzęk, czy też inne dolegliwości, pojawiają się najczęściej po kilku/kilkunastu godzinach. Na szczęście nic się w tym przypadku nie stało :)
Po wczorajszej katordze zastanawiałem się, czy nie zrobić dnia wolnego. Z jednej strony mogłoby mi to pomóc, a z drugiej czułem, że potrzeba mi kilometrów. Wolne planuje dopiero w sobotę, bo idę ze szkołą na rajd pieszy, a poza tym wypadałoby trochę odpocząć przed niedzielną „trzydziestką”. Dzisiejszy trening to w sumie nic specjalnego. Nie było ani rewelacyjnie, ani tragicznie. Na drugiej pętli trochę mnie zmoczyło, ale nowa bluzka z lidla spełniła swoją rolę. Jeżeli chodzi ubiór, to najczęściej sięgam po takie marki jak Kalenji, Crivit albo Rogelli. Niektóre rzeczy mam już kilka lat i świetnie się sprawdzają. Cena do przyjęcia, jakość bardzo dobra – nic tylko zaopatrzyć się w taki asortyment :) W sumie i tak wszystko jest lepsze od trampek czy koszulek bawełnianych, w których biegałem na początku swojej przygody z bieganiem :) Ok, o moich rzeczach to może kiedy indziej, wrócmy do tematu. Myślę, że czternaście kilometrów, które sobie dziś zafundowałem pozytywnie wpłynęło na moje nogi, które odczuwały jeszcze trochę wczorajszy kros (co ciekawe bardziej, niż sobotnie zawody na niedzielnym treningu!). W domu stwierdziłem, że trzeba być twardym, a nie „miętkim”, więc zafundowałem sobie mój standardowy zestaw ćwiczeń (8 min ABS, gimnastyka siłowa, 7 min ABS, hantle plus pompki). Poszło o wiele sprawniej niż myślałem!
Jutro spróbuje porobić podbiegi, przyda mi się trochę siły biegowej.

Podsumowanie treningu:
14 km rozbiegania + 6 min GR
w domu: 8 min ABS, GS, 7 min ABS, hantle + pompki

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.