Poniedziałek, czyli jak zostałem drwalem

Wczoraj nie chciałem zbytnio przedłużać moich dywagacji nad treningiem zwanym BNP, ale zrobię to dzisiaj. Moja koncepcja różni się nieco od innych. Niektóre z nich zakładają początek w pierwszym zakresie, inne, jak choćby ta proponowana przez Jerzego Skarżyńskiego sugerują, aby po kilkukilometrowej rozgrzewce ruszyć od razu w drugim zakresie tętna (ok. 80% tętna maksymalnego), a ostatni kilometr pobiec „ile fabryka dała”. W każdym razie najdłuższy BNP, jaki proponuje Pan Skarżyński, ma długość 18 km. Jedną z trudności jest jednak to (poza ostatnim kilometrem), że po zrobieniu tej jednostki trzeba jeszcze wykonać trzy bardzo szybkie „minutówki” – czasami jest to niezmiernie trudne ze względu na zmęczenie.
BNP biega się głównie w przygotowaniach do długich dystansów. Jest to jednostka, która kształtuje naszą wytrzymałość, ale też pomaga nam nauczyć się biegać rozważnie, przyspieszając z każdym kolejnym kilometrem (a nie na odwrót, jak ma to miejsce zazwyczaj). Osobiście lubię ten trening, bo na końcu daje dużą satysfakcję – oczywiście, jeżeli nie spali się go przez nadmierną brawurę. Wczorajszy trening dał mi odpowiedź na pytanie, w jakiej formie mniej więcej jestem. Nie jest tak źle, jak myślałem w środę. Średnie tempo wczoraj wyszło na poziomie 4:15, jeżeli udałoby się je utrzymać do 42 kilometra, to wtedy złamanie 3h stałoby się faktem :)
Wczoraj zapomniałem o podsumowaniu tygodnia. W sumie przebiegłem 108 km w 6 jednostkach treningowych. Najbliższe dwa tygodnie też zapowiadają się bardzo pracowicie. Oby jednak w środę poszło lepiej niż ostatnio…Pierwszy krok ku temu zrobiłem dziś. Koleżanka biegała po trasie krosowej w sobotę i niestety nadal problem z powalonymi drzewami i gałęziami nie został rozwiązany, dlatego wczoraj podjąłem decyzję, że dziś po pracy przebiegnę się tam i porobię kilka zdjęć. Jak chciałem, tak zrobiłem. Telefon włożyłem do kurtki i ruszyłem w drogę. Po dotarciu na miejsce oczywiście żadnych zmian nie zauważyłem. A właściwie zmiany były…ale na gorsze! Kolejne drzewa zostały ścięte i ścieżka w następnych kilku miejscach stała się niedrożna! No nic, pobiegłem do końca pętli, zrobiłem nawrót i postanowiłem….że nie będę ryzykował i sam uprzątnę nieco teren przed środowym krosem (jakoś nie chciało mi się wierzyć w skuteczność naszych drwali). Włączyłem stoper – 20 minut zajęło mi uprzątnięcie fragmentu, który musiałem omijać w środę… Nową wycinkę zostawiłem. W końcu to chyba nie ja robię za drwala w tym mieście? Po powrocie do domu zadzwoniłem do Wydziału Gospodarki i Ochrony Środowiska Urzędu Miejskiego i przedstawiłem sprawę Pani naczelnik. Obiecała się tym zająć jak najszybciej. Efekty zobaczę pojutrze.
Ok, a teraz co do mojego stanu po wczorajszej „trzydziestce”. Jest nieźle, a nawet bardzo dobrze. W zasadzie biegało mi się dziś bez problemu. Puls w normie, oddech miarowy, nogi w miarę świeże – mam nadzieję, że do środy zregeneruję się całkowicie. Dziś nie chciałem zbytnio szaleć, więc zrobiłem 14 km w pierwszym zakresie, oczywiście z przerwą na „sprzątanie ścieżki”. Chyba powinienem upomnieć się o jakąś premię, już któryś raz w tym roku sprzątam po drwalach :)

Podsumowanie treningu:
14 km rozbiegania => 7 min GR

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.