Powrót do biegania

No i wróciłem! Nie licząc dwóch trzykilometrowych epizodów z połowy sierpnia, w tym tygodniu zrobiłem pierwsze „treningi” od 19 maja. Jest lepiej niż było miesiąc temu. Pięć kilogramów mniej robi jednak różnicę, chociaż do pełni szczęścia jeszcze daleko. Wielki „come-back” miał miejsce w środę, kiedy zdecydowałem, że po krótkiej infekcji (której nabawiłem się na rowerze przez własną gł….), nie warto wyruszać na długie rowerowe wypady, narażając się jednocześnie na nawrót przeziębienia, tylko sięgnąć po buty biegowe i odwiedzić swoją ścieżkę :)
Nie ma sensu pisać o przeżyciach w trakcie pierwszych treningów, bo jak łatwo się domyśleć, przez cały czas w głowie miałem jedną myśl – „Gdzie jest moja forma???” :) W środę nawet nie próbowałem szaleć. Trzykilometrowe rozbieganie i tak pokazało, że nawet bardzo duży kilometraż na rowerze, nie pomaga zbytnio w bieganiu. Trening w żółwim tempie i tak sprawił mi radość, bo mimo wszystko trochę za bieganiem się stęskniłem. W czwartek było już ciut lepiej, więc zdecydowałem się przebiec dwa kółka w ciut szybszym tempie (koło 5:30/km). Kolejnego dnia czułem się znacznie lepiej, ale niestety ze względu na późną porę i zapadające powoli ciemności, także poprzestałem na pięciu kilometrach.
W sobotę, po 10-kilometrowym marszu z rana, stwierdziłem, że warto wykorzystać słoneczną pogodę i po południu ruszyłem na dość długi rowerowy wypad. Przejechałem 64 kilometry, chociaż pod wieczór było już chłodno. Odczucie chłodu potęgował dodatkowo dość mocny momentami wiatr. Skostniałe stopy po powrocie utwierdziły mnie w przekonaniu, że już chyba powoli trzeba będzie się pożegnać z dalszymi eskapadami rowerowymi…
Dziś ponownie wybrałem się na ścieżki biegowe. Poza dyskomfortem w prawej nodze biegło mi się całkiem nieźle. Siedem kilometrów minęło jak z bicza strzelił. Nawet tempo o dziwo momentami oscylowało wokół 5:10-5:15/km. Pozostaje mi tylko cierpliwie czekać na kolejne treningi i idące mam nadzieję z tym postępy :)

21.09 – 3 km rozbiegania
22.09 – 5 km rozbiegania
23.09 – 5 km rozbiegania
24.09 – 64 km rower
25.09 – 7 km rozbiegania

Tour de Grudziądz

Pogoda sprzyja, więc rowerowe szaleństwo trwa. W tym tygodniu udało mi się odkryć kilka ciekawych szlaków, które zostały już zarejestrowane w moim „dzienniczku tras” :)
W ciągu ostatnich 7 dni przejechałem w sumie 534 kilometry, co daje średnią na poziomie ponad 76 kilometrów…trochę chyba przesadziłem, zwłaszcza, że niektóre wyjazdy kończyłem w średnim tempie na poziomie 24-25 km/h. Najwięcej kilometrów wykręciłem wczoraj (105), najmniej w czwartek (62). Oby tak dalej :)

Poniedziałek – 76 km
Wtorek – 63 km
Środa – 74 km
Czwartek – 62 km
Piątek – 71 km
Sobota – 105 km
Niedziela – 83 km

Rowerem przez świat

Wracam po dłuższej przerwie, która była spowodowana kontuzją mięśniową, a później laserową korekcją wzroku. Ta ostatnia w pewnym sensie utrudniła mi powrót do biegania. Dlaczego? Od maja, kiedy de facto zaprzestałem trenować z wyżej wymienionych powodów, przytyło mi się 12 kilogramów…wstyd trochę o tym pisać, ale muszę się jakoś wytłumaczyć z tego, że zamiast „gonić” daniele po lesie, śmigam rowerem za traktorami po wiejskich drogach :) Oczywiście chciałem wrócić do biegania możliwie jak najszybciej. No i wróciłem…jednak mając 102 kg na koncie jest o to trudno, zwłaszcza, gdy kiedyś ważyło się 20 kg mniej :)
Pierwszy „trening” biegowy zrobiłem 14 sierpnia. Przetruchtałem nieco ponad 3 kilometry w tempie około 6 min/km. Po trzech miesiącach przerwy nie jest łatwo wrócić, a włączając w to bagaż dodatkowych kilogramów, to już w ogóle. Po dwóch dniach wyszedłem ponownie. Chciałem przebiec 5 kilometrów, ale już przy trzecim poczułem, że coś mnie kolano pobolewa. W drodze powrotnej stwierdziłem, że najpierw muszę wrócić do jako takiej wagi, czyli 90 kg, aby w miarę „bezpiecznie” biegać. Niestety wbrew opinii ten sport nie jest dla ludzi, którzy ważą zbyt wiele, bo wszystko to odbija się na zdrowiu później. Siłą rzeczy i też z ogromną radością zdecydowałem, iż przez najbliższe tygodnie, o ile oczywiście pogoda pozwoli, będę jeździł rowerem. Nie jest to może jakiś szczególnie efektywny sposób na zrzucanie zbędnych kilogramów, ale jak na razie efekty są widoczne. Trzy kilogramy mniej w nieco ponad 2 tygodnie to przyzwoity wynik (na dobre zacząłem jeździć 18 sierpnia). Jak te treningi wyglądają? Staram się w ramach możliwości jeździć po 50-70 km dziennie. Tempo jest bardzo zróżnicowane, w zależności czy jadę sam, czy tez z kimś. Jeżdżenie daje mi niesamowitą radość, więc nawet po dzisiejszych 76 kilometrach i bardzo dużym tempie jak na silny wiatr (24 km/h), czuję się bardzo dobrze :) Zwiedzam nowe tereny, poznaję okolice, w których nigdy nie byłem. Jedynym minusem jest to, że średnio wyjazd zajmuje mi 3-4 godziny. No ale nic, trzeba było nie żreć (za przeproszeniem) tyle bloków czekoladowych, lodów i innych słodyczy. 1000 kilometrów za mną, mam nadzieję, że jeszcze kolejny uda mi się wykręcić w tym roku :)

18 sierpnia – 60 km
19 sierpnia – 60 km
20 sierpnia – 55 km
21 sierpnia – 70 km
22 sierpnia – 51 km
23 sierpnia – 55 km
24 sierpnia – 58 km
25 sierpnia – 40 km
26 sierpnia – 64 km
27 sierpnia – WOLNE
28 sierpnia – 65 km
29 sierpnia – 55 km
30 sierpnia – 50 km
31 sierpnia – 61 km
1 września – 60 km
2 września – 50 km
3 września – 75 km
4 września – WOLNE
5 września – 76 km