„When the weather outside is frightful…”

W końcu nadeszła kochana/znienawidzona zima (niepotrzebne skreślić). Na szczęście śniegu nie jest na tyle dużo, żebym musiał zrezygnować z biegania po lesie. Trzeba oczywiście uważać, a ja muszę uważać podwójnie…a może nawet potrójnie. Nowy Rok rozpocząłem dziesięciokilometrowym rozbieganiem. Pierwszy tydzień chciałem poświęcić na spokojne przygotowania do rozpoczęcia planu treningowego. Niestety sytuacja skomplikowała się we wtorek. Po mniej więcej 2 kilometrach poczułem mocny, ciągnący ból z tyłu lewego uda. Po kilkuset metrach przystanąłem, aby nieco bolący mięsień rozmasować. Mój zabieg nie przyniósł większych rezultatów, w związku z czym zakończyłem trening po zaledwie pięciu kilometrach. Nauczyłem się rozpoznawać, kiedy ból ma podłoże zmęczeniowe, fizyczne, a kiedy jest to niepokojący sygnał, że chyba coś w strukturze niezbyt dobrze funkcjonuje. Ból czułem jeszcze przez kilka godzin po przyjściu do domu. Od razu postanowiłem zrobić sobie dwa dni przerwy i zobaczyć, jak sytuacja będzie wyglądać później. W międzyczasie nasypało dość sporo śniegu, więc wybrałem dłuższy dobieg po asfalcie i ścieżce rowerowej, aby nie przedzierać się przez biały puch. Niestety po kilometrze, może dwóch ból powrócił i znowu zmuszony byłem do szybszego zakończenia treningu. Trochę mnie ta sytuacja przeraziła. Zaczynałem już w głowie układać plan awaryjny na wypadek, gdybym nie był w stanie biegać przez najbliższe kilkanaście albo kilkadziesiąt dni. Mimo wszystko stwierdziłem, że zrobię trzy dni przerwy i spróbuję ponownie (w końcu do trzech razy sztuka). Zmieniłem też buty na swój stary model, bo zacząłem podejrzewać, że mój problem związany jest ze źle dobranym obuwiem. Kolejny trening zrobiłem w miniony wtorek. Na szczęście żadnego bólu już nie odczuwałem. Mimo wszystko nie chcąc ryzykować, tym bardziej, że śniegu nasypało dość sporo, poprzestałem na siedmiu kilometrach. W tym tygodniu postanowiłem bardzo uważać, więc wykonałem jeszcze tylko dwa treningi: w czwartek i niedzielę. W trakcie obydwu przebiegłem 9 km. Na szczęście obyło się bez komplikacji. We wtorek spróbuję po raz kolejny rozpocząć realizację planu przygotowawczego do półmaratonu. Muszę zacząć od 2 tygodnia, ale początek jest dość spokojny, więc o ile problemy się nie pojawią, to spokojnie dam radę go zrealizować. Oby tylko zdrowie dopisało…to jest najważniejsze :)

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.