Kolejny sprawdzian

Kolejny dość trudny tydzień za mną. Na szczęście pod względem biegania nie było większych problemów, a dzisiejszy trening był już w ogóle bardzo optymistyczny, ale o tym za chwilę :) Z góry przepraszam za chaos, ale jak zwykle mi się trochę spieszy :)
W poniedziałek tradycyjnie już zrobiłem zestaw ćwiczeń sprawności ogólnej. Jak zwykle miałem trochę ograniczeń czasowych, więc nie dałem rady dorzucić kolejnego zestawu do kolekcji. Mam nadzieję, że jutro mi się to uda.
We wtorek biegało mi się całkiem nieźle. W planach miałem 19 kilometrów rozbiegania z dwudziestominutową, mocniejszą końcówką. Pobiegłem ją w tempie mniej więcej 4:08/km, bez specjalnego spinania się, bo miało było „umiarkowanie męcząco” :)
W środę jak zwykle czekał mnie trening rozbieganiowy, połączony ze sprintami pod górę. Tym razem przebiegłem 13 kilometrów i zrobiłem osiem dziesięciosekundowych sprintów. Całkiem nieźle wszystko wyszło, chociaż miałem bardzo mocny wiatr w twarz przy podbiegach.
W czwartek miałem niesamowicie napięty harmonogram, ale udało mi się zrobić cały trening, bez żadnego cięcia kilometrażu. Po pięciu kilometrach rozbiegania robiłem drabinkę interwałów w następującej sekwencji: 1 min => 2 min => 3 min => 2 min => 1 min => 2 min => 3 min. Wszystko na przerwach 400-metrowych w truchcie. Tempo na krótszych, minutowych odcinkach oscylowało koło 3:20/km, przy dłuższych odcinkach (trzyminutowych) starałem się utrzymywać prędkość na poziomie 3:30-3:40. Na koniec zrobiłem pięć kilometrów schłodzenia. Generalnie biegało mi się bardzo dobrze, nawet nie odczułem, że zrobiłem w sumie 17 kilometrów.
W piątek czułem się już trochę zmęczony tygodniem. Obyło się bez męczarni, ale zbyt rewelacyjnie też nie było. W sobotę, w związku z dość silnym wiatrem, opadami i dość sporym zmęczeniem postanowiłem wypuścić trzynastokilometrowe rozbieganie, skupiając się na niedzielnym sprawdzianie. Po raz kolejny była to chyba dobra decyzja. Co prawda wychodząc na niedzielny trening w skali od 1 do 10, dałbym 3, jeżeli chodzi o samopoczucie. Mimo wszystko po raz kolejny potrafiłem się sprężyć i po 3 kilometrach rozbiegania oraz krótkiej gimnastyce dynamicznej ruszyłem do dzieła. Zacząłem dość żwawo, po 3:55…i tak już zostało praktycznie do końca. Było bardzo równo, poza ostatnim kilometrem, w którym przyspieszyłem do tempa 3:50/km. Ośmiokilometrowy sprawdzian w tempie docelowym półmaratonu oceniam jako bardzo udany. Kończąc ten odcinek nie czułem się nawet specjalnie zmęczony. Widać progres, co mnie niesamowicie cieszy. W końcu nogi pracowały tak jak powinny i nie czułem żadnego kryzysu w trakcie. W bardzo dobrym humorze przebiegłem jeszcze trzy kilometry rozbiegania, kończąc tydzień z bagażem 82 kilometrów. W przyszłym tygodniu rozpoczynam 11. tydzień planu, oby tak samo udany jak poprzednie :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.