Blady strach

Kończąc zeszłotygodniowy post wspominałem o błędach…niestety chyba takowy ostatnio popełniłem, biegając osiem dni z rzędu…
Tydzień w każdym razie rozpoczął się dobrze. W poniedziałek czułem się ok, więc postanowiłem zrealizować swój plan i wyszedłem na trening. Przebiegłem 12 kilometrów w spokojnym tempie, a po powrocie do domu dorzuciłem do tego zestaw ćwiczeń, który zwykle w ten dzień tygodnia wykonuję. Nic nie zwiastowało problemów…
We wtorek po pracy, mając ograniczoną ilość czasu, szybko wskoczyłem w strój biegowy i wyszedłem na trening. Czułem się dość dobrze, nic mnie nie bolało. Dopiero po jakichś 6-7 kilometrach zacząłem odczuwać ból z tyłu w lewym udzie. Na końcu pętli postanowiłem się na chwilę zatrzymać i spróbować go w jakimś tam stopniu rozmasować. Moje zabiegi pomogły…niestety na krótko. Po niespełna kilometrze ból powrócił i był chyba jeszcze intensywniejszy. Przestraszyłem się nie na żarty, bo wiedziałem, że coś nie gra i nie jest to chwilowy problem. Biegając w sumie kilkanaście lat i mając za sobą kilka poważniejszych urazów, wiem, kiedy ból jest do rozbiegania, a kiedy zwiastuje coś poważniejszego. Niestety tym razem wiedziałem, że walka na trasie jest daremna, bo mogę tylko pogorszyć sprawę. Ostatecznie więc po 12 kilometrach wróciłem do domu. Przez cały czas później odczuwałem wyraźny dyskomfort w trakcie chodzenia czy nawet siedzenia na krześle.
W środę zrobiłem sobie dzień wolny, licząc, że może coś się zmieni na lepsze. W czwartek rano wiedziałem jednak, że wizyta u ortopedy będzie nieunikniona. Postanowiłem jednak, że wyjdę na chwilę pobiegać. Niestety ból bardzo szybko powrócił i po pięciu kilometrach wróciłem do domu.
Jadąc do ortopedy miałem złe przeczucia. Byłem szczerze mówiąc podłamany faktem, że trzy miesiące mojej ciężkiej pracy może pójść „na marne”. Siedziałem jak na szpilkach w oczekiwaniu na swoją kolej. Reakcja Pana doktora była bezcenna…Przypomniał sobie mój uraz z maja zeszłego roku i pewnie wszystkie poprzednie kontuzje na przestrzeni kilku lat. Jako osoba stosunkowo młoda mam „kartę” wypełnioną pewnie bardziej, niż niejeden siedziemdziesięciolatek :) W każdym razie po dokładnym zbadaniu ruchomości i bolesności mięśnia, lekarz zrobił mi USG. Okazało się, że mięsień nie jest naderwany (czego się najbardziej obawiałem!), ale występuje spory obrzęk, który jest zlokalizowany dość głęboko. Szczerze mówiąc odetchnąłem z ulgą, bo czekałem na wyrok. Na szczęście struktura mięśnia została zachowana. W przeciwnym razie o jakimkolwiek bieganiu przez najbliższe kilka tygodni mógłbym zapomnieć, nie wspominając o starcie w półmaratonie.
Summa summarum dostałem skierowanie na rehabilitację – krioterapię i pole magnetyczne oraz przykazanie, aby przynajmniej przez dwa dni odpuścić bieganie. Posłuchałem tej rady oczywiście i dopiero dziś, w niedzielę, wybrałem się na spokojne, dziesięciokilometrowe rozbieganie. Generalnie biegało mi się całkiem dobrze. O dziwo bardziej bolała mnie prawa noga: udo, kolano, stopa – w takiej kolejności, ale to oczywiście inny ból i raczej nic poważnego. Raczej to kwestia nowych butów.
Jutro na pewno zrobię sobie dzień przerwy….a co zrobię później, to jeszcze nie wiem. W planie mam 24 kilometry z mocniejszą końcówką we wtorek. Czy ja jestem w stanie coś takiego teraz pobiec? Czy znowu nie przesadzę? Jak wytrzyma to noga? W głowie mam mnóstwo pytań. Z jednej strony zdrowie jest bardzo ważne, ale z drugiej, jeżeli chcę powalczyć w półmaratonie o jakiś przyzwoity dla mnie wynik, to nie mogę biegać sobie po 10 kilometrów co dwa dni, bo nic z tego nie będzie…Sytuacja patowa. Prawdopodobnie ostateczną decyzję podejmę we wtorek, już na trasie. Co ciekawe właśnie we wtorek rozpoczynam rehabilitację na naderwany mięsień prawego uda, na którą czekałem prawie rok…W związku z tym, będę miał dwie rehabilitacje. Jedna prywatnie, na lewe udo, gdzie ważne jest schładzanie, a z kolei druga, z funduszu, na prawe udo, gdzie z kolei mięsień będzie nagrzewany. Normalnie parodia :)
Czekam jak na szpilkach na rozwój wypadków…oby się udało to jakoś wszystko pogodzić :)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.