Ostatnie szlify…

Dzień startu zbliża się nieubłaganie. Emocje towarzyszące temu wydarzeniu rosną z każdym dniem. Z jednej strony jest stres czy dam radę spełnić swoje założenia, z drugiej oczekiwanie, kiedy w końcu będę mógł stanąć na starcie zawodów i powalczyć :) Przez rok czasu nie miałem w końcu takiej możliwości. Nadchodzi więc chwila prawdy! :)
Cóż, za mną już przedostatni tydzień przygotowań. W zasadzie ostatni taki „konkretny”, z dość sporym kilometrażem. W poniedziałek oczywiście zrobiłem sobie dzień przerwy po niedzielnym sprawdzianie. Jak zwykle zrobiłem tylko swój zestaw ćwiczeń wieczorem.
We wtorek miałem kolejne mocne uderzenie. 21 kilometrów z 20-minutową, mocną końcówką. Na szczęście czułem się dobrze i bez problemu udało mi się zarówno przebiec cały dystans, jak i przyspieszyć do tempa 4:00/km w końcówce. Muszę przyznać, że tego typu treningi lubię najbardziej i biegnąc pierwsze kilometry, nie mogę się doczekać, kiedy będę mógł pobiec nieco żwawiej :) Jest to świetny trening, który pozwala organizmowi przyzwyczaić się, że w końcówce trzeba jeszcze przyspieszać, a nie zwalniać. Pisałem o tym wielokrotnie i nadal będę to podkreślał, że „negative split”, to jedyne rozsądne rozwiązanie na dystansach od półmaratonu w górę! Każdy może w ten sposób biegać, tylko trzeba się tego nauczyć :)
W środę miałem niesamowity dylemat. Czułem się kiepsko, tak jakbym za chwilę miał się rozłożyć. Rano bolało mnie gardło, miałem dreszcze itp. Nie wiedziałem co robić. Iść pobiegać czy odpuścić. Ostatecznie, mimo niezbyt dobrej pogody postanowiłem, że pójdę pobiegać wieczorem. Ubrałem się jednak za cienko do warunków. O ile w lesie było jeszcze w miarę ok, o tyle po wyjściu z lasu na podbiegi czułem się, jakbym w środku zimy wyszedł w samej bluzce. Wiatr był niesamowicie przeszywający. O ile na termometrze było koło 5 stopni, to odczuwalna temperatura była pewnie na poziomie -10…brr, solidnie zmarzłem. W każdym razie ciepły prysznic, gorąca herbata…propolis, amol i inne domowe specyfiki jakoś postawiły mnie na nogi :)
W czwartek miałem jeden z trudniejszych treningów w całym planie. Długie, dwukilometrowe „interwały” w tempie biegu na 10 kilometrów, na trzyminutowych przerwach w truchcie. Tego dnia na szczęście czułem się dość dobrze i udało mi się w końcu odpowiednio ubrać :) Trening do łatwych nie należał, ale jakoś sobie poradziłem. Poszczególne dwukilometrówki pokonałem w czasie: 7:46 (tempo 3:53/km), 7:45 (3:53/km), 7:43 (3:52/km), 7:41 (3:51/km) i 7:38 (3:49/km). Nie wiem dlaczego, ale najtrudniejszy dla mnie był trzeci odcinek. Musiałem się naprawdę nieźle zmobilizować, żeby utrzymać tempo. Generalnie trening oceniam bardzo pozytywnie. Kawał solidnej roboty – mam nadzieję, że zaprocentuje :) W sumie tego dnia przebiegłem 18 kilometrów, razem z rozgrzewką i ze schłodzeniem.
W piątek wybrałem się na szesnastokilometrowe rozbieganie z kolegą. Po drodze spotkaliśmy kolejnego kolegę, więc przez jakiś czas biegliśmy we trójkę. Puls tego dnia miałem stosunkowo wysoki, ale biegło mi się całkiem nieźle. W każdym razie w sobotę zrobiłem sobie wolne od biegania, zwłaszcza, że w nocy dość krótko spałem. Wieczorem dorzuciłem tylko zestaw ćwiczeń.
Dziś z kolei miałem przedostatni mocny trening przed startem. Po trzech kilometrach rozgrzewki czekały na mnie dwa piętnastominutowe odcinki, które miałem przebiec w tempie półmaratonu. Pomiędzy nimi była tylko minuta przerwy. Muszę przyznać, że dość ciężko mi się biegło. Puls od samego początku miałem wyższy niż zwykle. Do tego w połowie drugiego odcinka znów pojawiło się jakieś kłucie w boku. Ostatnio ten problem pojawia się zbyt często. Nie wiem czy to kwestia ćwiczeń na brzuch, czy złego odżywiania przed biegiem. Może w grę wchodzi też złe oddychanie. W każdym razie po raz kolejny, najlepiej spisały się „nogi”….dawniej bywało odwrotnie :)
Podsumowując, w tym tygodniu przebiegłem 79 kilometrów w trakcie 5 jednostek treningowych. Przede mną kilka ostatnich treningów i w zasadzie ostatni mocniejszy akcent, który zaplanowałem na środę. Chyba pora powoli zacząć „ładować” węglowodany i porządnie się wysypiać :) To będzie na pewno podstawą dobrego startu.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.