Podsumowanie stycznia

Styczeń minął niepostrzeżenie…wydawało się, że nie tak dawno były święta…no cóż, czas płynie nieubłaganie. Ostatni miesiąc pod względem biegowym był dla mnie całkiem przyzwoity w porównaniu do poprzednich. Zrobiłem w sumie 20 treningów, w trakcie których przebiegłem około 239 kilometrów. Oczywiście były to w znacznej mierze zwykłe rozbiegania, ale zawsze lepsze to, niż 70 kilometrów dreptania ;) Wczoraj po raz pierwszy zdecydowałem się na nieco szybszy akcent. Pobiegłem go oczywiście w formie BNP. Zacząłem stosunkowo szybko, bo od tempa 4:45/km, a kończyłem mniej więcej po 4:20/km. Przebiegłem w sumie 14 kilometrów przy bardzo dobrym samopoczuciu i stosunkowo niskim pulsie…aż sam się zdziwiłem :) Dziś za te „szaleństwa” zapłaciłem, bo trochę ciężej mi się biegło, ale i tak dałem radę zrobić 14-kilometrowe rozbieganie, więc nie ma co narzekać ;) Za tydzień rozpoczynam urlop, więc liczę, że przez dwa tygodnie spokojniejszego okresu uda mi się coś konkretnego porobić. Tęsknie za rywalizacją i mocniejszymi akcentami, bo one dają później dużą satysfakcję, no i windują na wyższy poziom, o ile oczywiście są robione z głową. Nie mogę się doczekać już „konkretów” :)

Podsumowanie 2017 roku

Czasu w ostatnim okresie miałem jak na lekarstwo, więc dopiero w ten weekend zrobiłem podsumowanie treningów z poprzedniego roku. Nie był to na pewno rok taki, jaki oczekiwałem że będzie. Miałem nadzieję wrócić do formy z 2014 roku, ale niestety się nie udało, chociaż początek roku był całkiem obiecujący. W ciągu ostatnich 12 miesięcy przebiegłem w sumie około 1902 kilometrów. W porównaniu do lat 2011-2014, gdzie regularnie przekraczałem barierę 3000 kilometrów, niekiedy nawet 3500, wynik ten nie jest satysfakcjonujący. Na taki a nie inny kilometraż wpłynęły oczywiście kontuzje, głównie problemy z achillesami, które ciągnęły się przez kilka miesięcy, uniemożliwiając mi trenowanie na zwiększonych obrotach. Miałem ponadto trochę problemów z udem, przez co też między innymi wystartowałem tylko w dwóch zawodach (no i raz jako zając, ale tego nie liczę). Majowy półmaraton przebiegłem w czasie mniej więcej 1h 27 minut, co było poniżej moich oczekiwań. Zabrakło trochę czasu na ostateczne szlify, no i ta nieszczęsna kontuzja mięśniowa na miesiąc przed też pokrzyżowała mi trochę plany. Po majowych zawodach swoją uwagę skupiłem bardziej na rowerze, dzięki czemu w lipcu udało się wykręcić w ciągu jednego dnia 401 kilometrów. Jest to w zasadzie jedyny „start”, z którego jestem zadowolony. Niestety właśnie w przygotowaniach do niego nabawiłem się kontuzji achillesów, szczególnie jednego. Stąd bardzo skąpy kilometraż na jesieni. O dziwo udało mi się prawie bez żadnych treningów specjalistycznych pobiec pod koniec września „dychę” w równo 41 minut. Byłem z siebie o tyle zadowolony, że potrafiłem powalczyć i wycisnąć z siebie maksa w tamtych okolicznościach. Wiadomo, że czas chciałoby się mieć znacznie lepszy, ale cudów nie mogłem oczekiwać. W każdym razie, na początku września podjąłem decyzję, że moją deską ratunkową może być zrzucenie zbędnych kilogramów. 5 września ważyłem około 95 kg. Do chwili obecnej udało mi się zrzucić 8 kg. Przy masie 87 kg biega się już o wiele lepiej i przyjemniej. Moim celem jest waga w okolicy 82 kg, jak za najlepszych czasów. Wierzę, że wtedy nie będę tak podatny na kontuzje i przede wszystkim będę mógł wrócić na poziom z 2014 roku i z czasem go oczywiście zwiększyć. Nie mogę się poddać, bo to nie w moim stylu, a motywacji mi nadal nie brakuje. Chce się rozwijać i nie patrzę na metrykę, chociaż lat niestety przybywa, a mój staż biegowy wynosi już pewnie około 15 lat :) Czas płynie… :)
Niestety ta witryna z dniem 31 stycznia zostanie zamknięta. Być może założę gdzieś indziej swój dziennik, aby mieć pamiątkę i móc obserwować swoje postępy :)
Ten rok z kolei zacząłem spokojnie. W pierwszym tygodniu stycznia przebiegłem 57 kilometrów, w następnym zaledwie 40, a w mijającym już 64. Na razie biegam same rozbiegania, bo warunki nie są zbyt sprzyjające. Poza tym muszę być odpowiednio przygotowany pod względem siłowym i wytrzymałościowym. Nie ma już miejsca na błędy, a bardzo chciałbym w maju pobić swój rekord w półmaratonie. Głęboko wierzę w to, że tym razem się uda. Mam też noworoczne postanowienie. Będę abstynentem do momentu, gdy uda mi się pobić przynajmniej jeden z moich rekordów życiowych w bieganiu, bądź ten rowerowy ustanowiony w zeszłym roku. Mam więc dodatkową motywację, bo na MŚ w piłce nożnej fajnie byłoby wypić sobie piwo na meczu Reprezentacji Polski :)

2017 rok (1902 km):
styczeń – 181 km
luty – 306 km
marzec – 358 km
kwiecień – 293 km
maj – 70 km
czerwiec – 52 km
lipiec – 70 km
sierpień – 71 km
wrzesień – 144 km
październik – 70 km
listopad – 138 km
grudzień – 149 km